niedziela, 19 października 2014

Rozdział 37


Veronica's POV

Następnego ranka budzą mnie promienie słońca, wpadające przez niezasłonięte okno. Przecieram oczy i ze zdumieniem zauważam, że jest jeszcze wcześnie. Za wcześnie. Niechętnie zwlekam się z łóżka i półprzytomna zmierzam do łazienki. Chlapię twarz zimną wodą, by nieco się rozbudzić, ale niewiele to daje. Szczotkuję zęby, co zajmuje mi jakieś trzy minuty. Zrzucam z siebie wczorajsze ubrania i wchodzę pod prysznic. Gorący strumień pozwala rozluźnić się moim mięśniom, dając mi poczucie ulgi.
Owinięta w ręcznik, wracam do sypialni i staję przy szafie. Przez chwilę zastanawiam się co ubrać, aż w końcu decyduję się na coś, w czym nie będę rzucać się w oczy; zwyczajna fioletowa bluza, wkładana przez głowę i szare rurki. Zanim zakładam to na siebie, dokładnie suszę włosy, które postanawiam upiąć w niechlujnego koka.
- Kochanie, wstałaś już? – woła moja mama z dołu.
Wzdycham.
- Tak! – odkrzykuję.
Chwytam telefon w chwili, kiedy na wyświetlaczu pojawia się połączenie od Harry’ego. Waham się, czy powinnam odebrać. Tak naprawdę marzy mi się chociaż jeden dzień spokoju od całego tego syfu, więc przeciągam palcem po czerwonej słuchawce i wysyłam mu krótkiego sms’a z zapewnieniem, że wszystko u mnie okej. Myślę też, czy nie zadzwonić do Cassie, by zapytać jak się czuje i czy będzie dzisiaj w szkole, ale daję za wygraną, ponieważ na wszelki wypadek nie chcę jej budzić.
W drzwiach pojawia się mama, a na jej twarzy widnieje ciepły uśmiech.
- Dzień dobry – wita mnie. – Udało ci się przeżyć wczorajszy wieczór bez żadnych przygód? – żartuje, nie zdając sobie sprawy ile prawdy jest w tych słowach.
Zmuszam się do sztucznego śmiechu.
- Jak widać – mamroczę.
- Masz ochotę na śniadanie? – zmienia temat.
Kręcę głową, bo choć nieco burczy mi w brzuchu, to nie mam szczególnie apetytu.
- Chcesz, bym cię zawiozła?
- Chętnie się przejdę – zapewniam. – Ale dzięki – dodaję, gdy już wychodzi z mojego pokoju.
Resztę czasu, który mi pozostał spędzam na przejrzeniu portali społecznościowych. Równo o siódmej dwadzieścia docieram na przystanek autobusowy i zostaje mi jeszcze kilka minut, więc postanawiam oddzwonić do Harry’ego. Tym razem to on nie odbiera, a ja poddaję się po trzecim razie i wsiadam do autobusu, który właśnie przyjechał.
W szkole okazuje się, że przez kolejny dzień jestem zdana na towarzystwo Jonnah, który co prawda jest miły, ale nieco mnie nudzi, więc cieszę się, kiedy lekcje się kończą.
W drodze do domu Cassie, telefonuję do mamy, by nie martwiła się, że długo nie wracam, ale gdy docieram na miejsce zauważam, że nikogo nie ma w środku. Dzwonię i pukam kilkakrotnie, ale odpowiada mi tylko głucha cisza. Gdy jakieś auto parkuje przy krawężniku, mam nadzieję, że to ona. Jakie jest moje zdziwienie, gdy wysiada z niego nikt inny, jak tylko Kelsey. Spoglądam na nią zaskoczona, a ona uśmiecha się promiennie.
- Co tu robisz? – pytam, marszcząc brwi.
- Wracałam z pracy – wzrusza ramionami. – Ale zauważyłam ciebie, więc korzystając z okazji, chciałabym dogadać się w sprawie jutra. Podwieźć cię może? – proponuje.
Wzdycham i z ulgą przystaję na to, ponieważ tak naprawdę nieco bolą mnie nogi. Wsiadam do samochodu i zapinam pasy, a Kelsey przekręca klucz w stacyjce i wyjeżdża na ulicę.
- Wiesz gdzie mieszkam? – wolę się upewnić.
Przytakuje, a ja nawet nie wpadam na to, by zapytać skąd.
- O której jutro powinnam po ciebie być?
Waham się chwilę, po czym odpowiadam:
- Odpowiada ci siedemnasta?
Kiwa głową i zerka na mnie przelotnie, a przez jej twarz przemyka cień niepokoju.
- Wszystko w porządku?
Zauważam, jak jej usta zaciskają się w cienką linię.
- Tak, tylko… Martwię się o Harry’ego – mówi, a mi robi się gorąco.
- O co chodzi? – dociekam.
- Nie wiem czy powinnam mówić – patrzy na mnie niepewnie.
- Proszę – mój głos brzmi błagalnie, niemal histerycznie i nie robię nic w tym kierunku, by to ukryć.
- Sama powinnaś z nim pogadać – zbywa mnie.
Mam ochotę wypytać ją o wszystko, ale wiem, że nie powinnam naciskać i decyduję się po prostu z nim porozmawiać. Nagle zaczynam czuć się nieswojo w towarzystwie Kelsey, więc cieszę się, gdy docieramy na miejsce. 
- Dzięki za podwózkę – mamroczę, gramoląc się z jej samochodu.
W ekspresowym tempie pokonuję te kilka stopni prowadzących na werandę i z impetem wpadam do domu.
- Wróciłam! – wołam z nadzieją, że mama to usłyszy.
Kiedy zdejmuję buty, kobieta pojawia się w progu kuchni.
- Dzień dobry, skarbie – wita mnie.
- Cześć, mamo – odpowiadam i podchodzę, by pocałować jej miękki policzek.
- Co tak wcześnie? – zagaduje mnie.
- Cass nie było w domu, koleżanka mnie podwiozła – chociaż ten jeden raz mogę powiedzieć prawdę i bardzo mnie to cieszy.
- Och – wydaje z siebie ciche westchnienie i nie dodaje nic więcej.
Obie kierujemy się do kuchni.

***

Po tym jak dowiaduję się, że Cassie złapała jakiegoś wirusa proponuję, że zamiast zakupów po prostu ją odwiedzę, ale ona protestuje, zapewniając, że nie ma nic przeciwko i że nie chce mnie zarazić. Obiecuję sobie, że pójdę do niej w niedzielę i pozbywam się wyrzutów sumienia na resztę soboty. Jak dotąd nie mam kontaktu z Harrym, nie odpowiada na moje telefony i choć nieco się martwię, wmawiam sobie, że to nic takiego.
Staję przed wielkim lustrem, które zajmuje znaczną część ściany w moim pokoju i spinam włosy w wysokiego kucyka, dla własnej wygody. Jestem już praktycznie gotowa, teraz pozostaje mi tylko czekać na Kelsey, która dała mi wcześniej znać, że może się spóźnić. Siadam na łóżku i łapię się na tym, jak bardzo niecierpliwa i drażliwa się robię. W końcu schodzę na dół. W salonie natykam się na mamę, ale sprawia ona wrażenie nieobecnej. Siedzi nad jakimiś papierami i kompletnie nie zwraca na mnie uwagi, więc poddaję się i kieruję się w stronę szafki z butami, na której leżą moje tomsy. Wsuwam je na stopy i jestem wdzięczna, gdy słyszę dźwięk klaksonu. Ponownie staję w progu.
- Wychodzę – mówię, ale tym również nie przykuwam uwagi kobiety.
Wywracam oczami, ale nie komentuję tego i po prostu opuszczam dom.
- Cześć! – Kelsey usiłuje przekrzyczeć niemiłosiernie głośną muzykę, która wydobywa się z radia.
Uśmiecham się do niej, ale wychodzi z tego grymas, bo już mam dość tego hałasu. Zajmuję miejsce po stronie pasażera i zapinam pas bezpieczeństwa.
- Możesz zamknąć okno, jeśli chcesz – proponuje dziewczyna, ale kręcę przecząco głową.
- Tak jest dobrze – zapewniam.
Ruszamy w stronę dwupasmówki, jednak kiedy zauważamy ogromny korek, Kelsey zawraca i jedziemy okrężną drogą, co i tak zajmuje nam mniej czasu niż się spodziewałyśmy. Parking jest zatłoczony i ciężko jest znaleźć na nim jakiekolwiek miejsce, ale w końcu nam się to udaje.
- Oto jeden z powodów, dla których nie znoszę zakupów – mamroczę pod nosem bardziej do siebie, ale ona i tak to słyszy i patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Zdecydowanie nie urodziłaś się tutaj – stwierdza, a ja się krzywię.
Kierujemy się w stronę głównego wejścia.

Po ponad dwóch godzinach ból w nogach daje mi się we znaki, ale nie narzekam, bo jestem całkiem zadowolona. Kupiłam dwie koszulki i parę spodni, a Kelsey piękną sukienkę. W końcu decydujemy się pójść na kawę, więc wyjeżdżamy windą na samą górę, gdzie mieści się kilka restauracji i jakieś kawiarnie.
- Ile właściwie masz lat? – pytam ją z czystej ciekawości.
Wzrusza ramionami.
- Dwadzieścia jeden – odpowiada z ociąganiem, a ja wytrzeszczam oczy.
- Zdecydowanie nie wyglądasz na tyle – mówię prawdę. Jestem w szoku, bo myślałam, że może być moją rówieśniczką, a tymczasem okazuje się być pięć lat starsza.
- Hej, czuję się przy tobie stara – żartuje.
Chcę się zaśmiać, ale uśmiech zamiera mi na ustach, gdy widzę nadchodzącą z naprzeciwka objętą parę. Harry i Rebecca. Mój wzrok ląduje na jego ramieniu, które owinięte jest wokół jej talii i nic nie mogę poradzić na to, że robi mi się słabo i niedobrze w jednej sekundzie. Staję gwałtownie, a Kelsey spogląda na mnie zaskoczona.
- Wszystko w porządku? – pyta z troską i jej wzrok podążą za moim.
Jej twarz blednie i wygląda na równie zszokowaną co ja.
- Ronnie, tak mi przykro… - szepcze i w tej chwili para nas zauważa.
Jeśli Harry jest przestraszony, to zupełnie nie daje tego po dobie poznać, gdy Rebecca ciągnie go w naszą stronę. Jego mina pozostaje niewzruszona, za to mnie do oczu napływają łzy i nawet nie próbuję ich jakoś szczególnie hamować.
- Cześć! – woła Rebecca, a jej usta wyginają się w triumfalnym uśmiechu.
Przełykam głośno ślinę i patrzę wyczekująco na chłopaka obok niej.
Ale on nie zaszczyca mnie spojrzeniem. Żuje gumę i kompletnie mnie ignoruje, wbijając nóż prosto w moje plecy. Przez moją głowę przelatuje tysiące myśli z nim związanych i zastanawiam się jak mogłam być tak głupia. Przecież powinnam się tego spodziewać, prawda?
Łzy spływają po mojej twarzy i odwracam się, by Harry nie mógł ich zauważyć. Nie chcę zostać dodatkowo upokorzona, więc rzucam tylko:
- Chyba pora na mnie.
I uciekam. Dosłownie. Zbiegam po schodach i kieruję się w stronę pierwszego lepszego wyjścia, bo nagle ogromna galeria wydaje mi się być zbyt ciasna. Obracam się kilkakrotnie i choć nie chcę, by chłopak za mną biegł, to gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że to właśnie zrobi. Ale nie widzę ani jego, ani Kelsey. Nikt za mną nie wołał. Wypadam na zewnątrz i biegnę na pobliski przystanek z nadzieją, że nie będę musiała długo czekać na autobus. 

_____________

Okej, więc dzień dobry. Ja jak zwykle chora, ale z tym rozdziałem poszło mi wyjątkowo łatwo i szybko. Jak już pewnie zauważyliście, jest on napisany w czasie teraźniejszym i przyznam, że tak jest mi o wiele łatwiej i przyjemniej. Wiem, że robiłam na ten temat ankietę, ale skoro już wiecie jak to wygląda z mojej strony, to jestem ciekawa waszych opinii :) Powinnam wrócić do czasu przeszłego czy zostać w teraźniejszym? xx
Do zobaczenia za tydzień (lub MOŻE trochę wcześniej, zobaczymy)

15 komentarzy:

  1. Rozdział jest oczywiście bardzo dobry, profesjonalnie rzecz ujmując... co ja chrzanię xD
    Naprawdę świetnie piszesz i cholernie się ciesze, że trafiłam na Twoje opowiadanie :*
    Trochę ciężka sprawa z tym czasem... osobiście uważam, że opowiadanie pisane w czasie przeszłym ma... 'to coś'.
    Jak juz zauważyłam, w ankiecie większość osób wybrała opcje, jako że czas nie ma dla nich znaczenia, więc myślę że moja opinia nie ma tutaj większego znaczenia. Jednakże jakoś tak miałam ochotę to napisać :)
    Jak tylko Tobie wygodniej pisze się w czasie przeszłym to nic nie stoi na przeszkodzie :)
    Pozdrawiam i do następnego :) xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję bardzo za zrozumienie :)

      Usuń
  2. Mi się osobiście bardziej podoba w czasie terazniejszym ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste szkoda, że jesteś chora :c mam nadzieje że wszystko okej a co do hazzy to takie wtf jak z tą Rebeca był mam nadzieję że wytlumaczy to jakoś Ronnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. o kurna, sie porobiło!
    jeju genialny!
    nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Ale Hazza zrobił mega wtf. Ciekawe jak się wytłumaczy z tego Ronnie. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. fantastiko <3 pani okrzyczała mnie na lekcji że grzebie w telefonie kiedy czytałam xD a czas jest mi obojętny, tak i tak jest świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Harry..............
    BRAK SŁÓW DO NIEGO.
    co do czasu wolę przeszły, choć teraźniejszy nie sprawia mi żadnego kłopotu :)
    Fryzjerkaa

    OdpowiedzUsuń
  8. Pisz w teraźniejszym bo lepiej Ci to wychodzi.
    Jezu Cedric nie żyje, tak płakałam.
    Voldemort powrócić, co to będzie hehehehehh
    Sorcia hahahahahhahahahhah
    Teraz na temat tego gówna co napisałaś
    A tak serio to nie gówno, taki żarcik
    Tak więc wkurwia mnie Roniucha bo kurwa co chwile beczy i ucieka zamiast przypierdolić Heriemu w morde i tej szmacie też
    Tej Kelsey nie lubie, mam wrażenie że jest prostytutką XDDD
    TAK SZCZERZE TO MAM NADZIEJE, ŻE NASTĘPNY BĘDZIE LEPSZY BO TEN TAKI ZWYKŁY JAK DLA MNIE BYŁ, ALE OKI
    Chyba się rozpisałam co nie....
    Papi ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jak zwykle świetnie napisany, i...hihihi nawet nie zauważyłam że zmieniłaś czas dopóki nie przeczytałam notki pod XD A Harry to palant, frajer, dupek, drań, skurwiel, kocham go Xd Świetne ;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Boziu, cudne <3 Ale się dzieje, Boże! Lubię, kiedy są takie momenty, bo uwielbiam, kiedy Harry później chce się pogodzić z Ronnie i później aaaaaa! No to jest takie fajne jak się godzą Xd <3 I później pewnie będzie się działo coś więcej ekhem... XD
    Harry'emu mam ochotę nakrzyczeć prosto w twarz i dać z liścia w tą jego piękną mordkę XD Kurde co on sobie wyobraża?! arwrwrgr jestem zła na niego! I nie lubię tej suki Rebecci. A Ronnie to powinna zrobić właśnie to, na co ja mam ochotę.... XD Później i tak by się pogodzilim a jak już wcześniej wspoinałam, uwielbiam to XD
    Myślę, że Harry spotyka się z tą Rebeccą jakoś specjalnie. Nie wiem dlaczego, ale mam takie dziwne przypuszczenia.
    Może chce wzbudzić w Ronnie zazdrość? Może wtedy czuje się jakiś pełniejszy, czy coś hahahaha nie wiem :D Harry jest dziwny
    A co do czasu... Hmm, w sumie mi to obojętne.
    Nawet muszę przyznać, że w czasie teraźniejszym lepiej mi się czyta, wygodniej haha :D Chociaż, nie ukrywam, przyzwyczaiłam się do wcześniejszego stylu pisania. Oczywiście musimy brać pod uwagę też Twoją opinię, a jako że Tobie lepiej pisze się w teraźniejszym to szanujemy to i chyba zgadzamy się na tą propozycję :D Więc podsumowując, mi jak najbardziej odpowiada czas teraźniejszy :D Jeszcze raz, CUDOWNIE, NAJLEPIEJ, ŚWIETNIE, SUPER, DAJĘ OKEJKĘ! :D <3
    ~Kasieńka, fanka Frozena <3 ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham ten blog, serio. Jeden z moich ulubionych ;*

    OdpowiedzUsuń