poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 24


Veronica's POV


Odwróciłam się gwałtownie w jej stronę i oblizałam suche wargi, próbując zyskać jak najwięcej czasu do wymyślenia wymówki, jednak nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.  Nerwowym gestem obciągnęłam nieco sukienkę na udach.
- Gdzie byłaś? – mama przybrała oskarżycielski ton głosu.
- U Cassie – mruknęłam bez większego przekonania.
Jej idealnie wyregulowana brew powędrowała do góry.
- Czyżby? Przez cały wieczór próbowałam się do ciebie dodzwonić, ale nie odbierałaś, a kiedy w końcu poddałam się i zadzwoniłam do pani Trace, okazało się, że wcale cię tam nie ma.
Cholera, dobrze wiedziałam, że wpadłam. Przeklinałam się w myślach, że ani razu nie sprawdziłam telefonu.
- Po co do mnie dzwoniłaś? – postanowiłam zmienić temat.
Mama zmroziła mnie spojrzeniem.
- Teraz to chyba najmniej istotna kwestia, nie sądzisz? – skrzyżowała ręce na piersi.
Powstrzymałam pełne zirytowania jęknięcie i dla świętego spokoju przytaknęłam.
- A więc? Gdzie byłaś? – ponowiła swoje pytanie.
Wzięłam głęboki oddech. Postanowiłam częściowo wyznać prawdę.
- Na imprezie – odparłam niechętnie.
- Jakiej? – wciąż nie wyglądała na usatysfakcjonowaną moją szczerą odpowiedzią.
Powstrzymałam chęć wywrócenia oczami.
- Matt mnie zaprosił – skłamałam, wiedząc, że kobieta uwielbia mojego byłego chłopaka.
Zmarszczyła brwi z dezorientacją.
- Myślałam, że już się z nim nie umawiasz?
- Bo nie umawiam. Postanowiliśmy się zaprzyjaźnić – starałam się, by brzmiało to wiarygodnie i chyba mi się udało, bo mama pokiwała ze zrozumieniem głową.
- W porządku – westchnęła, poddając się. – Następnym razem po prostu powiedz mi prawdę.
Zdziwiłam się, że poszło tak łatwo. Spodziewałam się szlabanu, a obyło się nawet bez kłótni.
- Przepraszam – bąknęłam i czym prędzej zniknęłam w swoim pokoju, gdzie mogłam wreszcie odetchnąć z ulgą.
Rzuciłam się na swoje łóżko. Głowa bolała mnie niemiłosiernie i marzyłam tylko o tym, by zamknąć oczy i spać, jednak uznałam to za kiepski pomysł. W końcu zebrałam się w sobie i wstałam. Podeszłam do szafy, skąd wyjęłam bawełniane krótkie spodenki i granatową bokserkę, wygrzebałam  się z niezbyt wygodnej sukienki, po czym włożyłam przygotowane przez siebie ubrania. Spięłam włosy w luźny kucyk, wyjęłam książki potrzebne do nauki i usadowiłam się przy biurku. Nie pamiętam ile czasu zajęło mi odrabianie lekcji, ale równo z zamknięciem ostatniego podręcznika usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! – krzyknęłam.
Ktoś nacisnął klamkę. W progu stała mama, a jej twarz rozświetlona była przez ciepły uśmiech.
- Obiad jest gotowy – oznajmiła wesoło.
Nie byłam zbyt głodna, ale zeszłam za nią do kuchni. Wyjęłam z jednej z górnych szafek talerz, na który nałożyłam tylko sałatkę. Miałam ochotę na coś lekkiego. Zajęłam swoje stałe miejsce przy stole i zabrałam się do jedzenia.
- Nie chcesz mięsa? – mama uniosła brew do góry, krojąc swój stek.
Pokręciłam głową, na co zmierzyła mnie podejrzliwie wzrokiem.
- Co słychać w szkole? – zapytała po dłuższym milczeniu.
Wzruszyłam ramionami.
- To samo co zwykle – zbyłam ją.
Nie byłam w nastroju do głupich gadek odbywanych przy każdym posiłku i ucieszyłam się, gdy dała sobie spokój. Dalej jadłyśmy w ciszy. Nagle coś sobie przypomniałam.
- Nie miałaś być czasem na grillu u państwa Blakely?
Mama uśmiechnęła się delikatnie.
- Nadal się tam wybieram i szczerze mówiąc, liczyłam, że pójdziesz ze mną.
O nie.
- Nie ma mowy – jęknęłam, wstając od stołu.
Włożyłam naczynia do zmywarki i odwróciłam się z powrotem w stronę matki z zamiarem wygłoszenia długiego kazania na temat mojej nienawiści do córki państwa Blakely; aka Zoey i wymówieniem się kiepskim samopoczuciem, byle tylko nie musieć tam iść, jednak kobieta zaskoczyła mnie w pozytywny sposób.
- W porządku – westchnęła tylko  z lekkim żalem i posłała mi kolejny uśmiech.
Chwila, co?
Osłupiałam.
- W porządku, to znaczy? – zapytałam ostrożnie.
Tym razem to ona wzruszyła ramionami.
- To znaczy, że nie będę cię zmuszała do tego spotkania, jeśli nie chcesz.
Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, nie będąc w stanie ukryć zdziwienia.
- Mówisz poważnie?
Pokiwała głową, po czym wzięła głęboki oddech.
- Chyba przywykłam do myśli, że masz szesnaście lat i takie decyzje powinnaś podejmować sama – starała się zatuszować smutek w głosie. – Nie chciałabym cię stracić jak ojca.
- Mamo – bąknęłam. – Musimy zaczynać ten temat?
- Przepraszam -  wyglądała na naprawdę skruszoną. – Och, zapomniałam ci powiedzieć. Dzwoniła Cassie, prosiła byś się do niej odezwała, bo nie odbierałaś komórki.
Wywróciłam oczami na oskarżycielski ton, jaki przybrała.
- Więc idę do niej oddzwonić – burknęłam i umknęłam na górę.
Wygrzebałam telefon z małej torebki i wykręciłam numer przyjaciółki.
- Halo? – krzyknęła zdecydowanie zbyt głośno do słuchawki.
- Nie jestem głucha, ale jeśli nadal będziesz tak wrzeszczeć, obawiam się, że prędzej czy później to nastąpi – skrzywiłam się.
Dziewczyna zachichotała.
- Dlaczego nie odbierałaś? – zmieniła temat.
Westchnęłam, uśmiechając się do siebie pod nosem.
- Miałam kilka spraw na głowie – oznajmiłam wymijająco.
- Z pewnością. Te sprawy noszą imię Harry, prawda? – zgadła.
- Może – mruknęłam niechętnie, kładąc się na wygodnym łóżku.
- Jak było? – w jej głosie czaiła się ciekawość.
Powstrzymałam się przed powiedzeniem wszystkiego i postanowiłam pomęczyć ją jeszcze chwilę.
- Ale gdzie? – grałam głupią, na co jęknęła nie bez irytacji.
- Na tej cholernej imprezie, na którą mnie nie zabrałaś – udała obrażoną.
- Och, o tym mówisz.
Streściłam jej pokrótce wszystkie wydarzenia minionego wieczoru, a właściwie nocy. Dziewczyna cierpliwie mnie wysłuchała, a na koniec wydała z siebie podekscytowany pisk, od którego niemal zawibrowało mi w uszach.
- Szczerze mówiąc, dawałam mu trochę więcej czasu – westchnęła i mogłam wyczuć, że na jej twarzy w tej chwili gości ogromny uśmiech.
- Więcej czasu na co?
- Na powiedzenie ci wprost, że cię lubi – oznajmiła.
Właściwie, musiałam przyznać jej rację.
- Nie martwisz się Rebeccą? – zapytała ostrożnie.
Wzięłam głęboki oddech.
- Oczywiście, że martwię. Ale nie sądzę, aby Harry był nią zainteresowany – próbowałam pocieszyć samą siebie, bo miałam co do tego wątpliwości. Nie miałam ochoty o tym wszystkim za dużo myśleć, wołałam cieszyć się tym związkiem i zostawić wszystko tak, jak jest. Dalej samo jakoś pójdzie.
- Słuchaj, muszę kończyć. Pogadamy jutro w szkole – mruknęłam i nie czekając na odpowiedź, po prostu się rozłączyłam.
Rzuciłam komórkę gdzieś na bok i wtuliłam się mocniej w poduszkę. Nawet nie pamiętam kiedy moje ciężkie powieki opadły i odpłynęłam.

***

Przez moją głowę przelatywały różne obrazy; zielonooki chłopak z burzą loków, tleniona blondynka siedząca na jego kolanach, ich pocałunek, współczujące spojrzenia ludzi stojących przed klubem, gdy ich mijałam zalana łzami, mieszkanie Harry’ego. Jego usta na moich ustach…
Ze snu wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms’a. Zepchnęłam go w głąb mojej podświadomości i starałam się z powrotem zasnąć, ale na nic się to zdało, gdyż po chwili telefon zaczął dzwonić. Jęknęłam. Otworzyłam niechętnie oczy i ze zdumieniem spostrzegłam, że jest już ciemno. Usiadłam na łóżku, nie mogąc znaleźć telefonu. W końcu nieznośny dzwonek ucichł i mogłam znów opaść na miękki materac. Nie trwało to długo, bo niespodziewanie rozległo się pukanie w szybę dochodzące ze strony, gdzie mieściło się okno. W jednej chwili domyśliłam się kto próbuje się do mnie dobić. Uśmiechnęłam się do siebie i odsłoniłam firankę, a moim oczom ukazał się zmoknięty Harry z naburmuszoną miną.

______________

Witam po tej tygodniowej przerwie xx Z góry przepraszam za błędy (jeśli jakieś są), ale chciałam jak najszybciej dodać rozdział i go nie sprawdziłam. Przyznam, że po części to wynik tego, że mi się nie chciało... ale mniejsza XD Kolejny pojawi się w okolicach... czwartku-piątku? Przepraszam, że was teraz tak troszkę zaniedbuję, ale jak przychodzi co do czego, to nie mam czasu pisać. W roku szkolnym postaram się poprawić, bo wiecie, że was kocham xx
I mam prośbę do dziewczyny, która w komentarzu ostatnio napisała mi, że mój blog jest kopią Aftera (jeśli oczywiście to czytasz). Chciałabym byś napisała mi co twoim zdaniem skopiowałam, bo jeśli rzeczywiście tak uważasz, to zrobiłam to nieświadomie, chociaż ja nie widzę tutaj żadnego podobieństwa. Z góry dziękuję :)
Jak zwykle zapraszam na mojego ask'a twittera oraz zainteresowanych odsyłam do zakładki informowani. Do następnego x

21 komentarzy:

  1. d o s z ł a m . d o b r a n o c .

    OdpowiedzUsuń
  2. Żal chciałam pierwsza xd genialny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę aż takie ważne jest kto pierwszy skomentuje? xx

      Usuń
  3. świetny :* i oczywiście musiałaś skończyć jak akcja się rozwijała =D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale uwielbiam to robić xD

      Usuń
  4. super :D wszyscy czekamy na +18 :D *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak wszyscy czekamy na +18 XD a to nie jest kopia aftera.ciekawe z której strony jest podobna

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny! Och Harry, ciekawe po co do niej przyszedłeś? ;D
    Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzy razy tak, dziękujemy <3 IDEAŁ <3 Po prostu fantastiko <3 nie mogę doczekać się następnego rozdziału <3 już odliczam godziny <3 / Twoja kochana Emilka <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ohh... Jest Super .<33 Heheh.. W najlepszych momentach zawsze ucinasz ! Ahhh.. XD Ale i tak jest geniaalny *-*
    #SR ☺Moments☻

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebisty blog ! Czekam na next'a :) O i wydaje mi się ,że w niektórych momentach jest podobny do darka a nie aftera :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na darku również się nie wzoruję :) Dziękuję xx

      Usuń
  10. Boże świetny rozdziałek, to ff jest bardzo wciągające i mam nadzieję wkrótce zobaczyć następny rozdzialik. Miłego dnia i życzę weny. ;*
    - Obsesja na punkcie Azjatów/ Sorki, spadły mi moje nachos.

    OdpowiedzUsuń
  11. Super xD Nie wiem jak to napisać, bo po prostu ahh :D
    ~Kasieńka, fanka Frozena <3 ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudo <3 czekam na następny weny sis :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zawsze super. I ten koniec l;aafalksjfljfklasds ♥
    /fryzjerka Louis'a

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń